Magdalena Laskowska – malarstwo/painting

Teksty krytyczne

Ze wstępu do katalogu wystawy Na skraju rzeczywistości, Galeria Ring, Legnica, 2012

Z malarstwem Magdaleny Laskowskiej zetknąłem się kilka lat temu podczas jej studiów na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie, w prowadzonej przeze mnie pracowni. Zainteresował mnie wówczas w jej pracach dosyć surowy realizm uproszczonej, uporządkowanej przestrzeni – syntetyczność. Z malowanych o różnych porach roku miejskich terenów parkowych i fragmentów nowych osiedli lub pojedynczych budowli emanował zaskakujący nastrój jakiejś tajemnicy. Okazało się, że są to miejsca bliskie autorce: znajdujące się obok domu, w którym mieszka(…) lub te, które lubi oglądać podczas spacerów i wycieczek rowerowych. Tematyka pozornie zwykła – natura, ogrody, parki, pagórki, rozległe przestrzenie i fragmenty współczesnej architektury – które przyobleka natura czasem intensywnie. Obrazy są namalowane precyzyjnie, z dużą dbałością o czyste przestrzenne płaszczyzny, można powiedzieć, że jest w nich wiele tzw. „elegancji” położenia plamy koloru. Technologicznie bez zarzutu. Wprawdzie kompozycje przypominają kadry fotograficzne, lecz jest to własna swobodna interpretacja i sądzę, że jest to również zabieg celowy zakładający eksponowanie koloru, jego niezwykłego natężenia, jego niezwykłej świetlistości. Miejsca ciemne w obrazach są nasycone również kolorem i w sumie nadają tym obrazom niezwykły, niewyrażalny słowami nastrój. Użyte kolory jedynie przypominają naturalne, ale na obrazach autorki są nasycone jakimś blaskiem niezwykłości, niecodzienności, czegoś, co mieści się w przeczuciach, w instynktownym przeżywaniu świata, w emocjonalnym przeżywaniu natury. Za pomocą malarstwa, jej wyobraźni, postrzegane zwykłe miejsca w jakiś tajemniczy sposób wzbogacają się, humanizują, przebóstwiają, nadając im rys dostojności. Przedstawiony świat malarski Magdaleny Laskowskiej nie relacjonuje, nie dokumentuje (…). Jest to znakomita podpowiedź i zachęta, byśmy nasze zwykłe miejsca postrzegali niebanalnie i twórczo. W tym leży wielka siła i sens malarstwa, sens sztuki. Jak jakiś dziwny ogród, który zaprasza swoją tajemnicą, magnetyzuje i wciąga. Malarstwo Magdaleny Laskowskiej zatrzymuje na dłużej.

prof. Stanisław Baj

Magdalena Laskowska i Karolina Matyjaszkowicz to doświadczone artystki i uczestniczki rynku sztuki – nagradzane, kolekcjonowane i wystawiane, tak indywidualnie, jak i zbiorowo. Ekspozycja w Muzeum w Łowiczu należy do wyjątkowych, ponieważ twórczynie po raz pierwszy prezentują swoje obrazy obok siebie. Jeden motyw przewodni wystawy, czyli pejzaż, z naciskiem na pejzaż łowicki, daje widzowi impuls do poszukiwania podobieństw i różnic pomiędzy dziełami obu malarek.

Na pierwszy rzut oka przedstawianie krajobrazu przez Laskowską i Matyjaszkowicz jest zupełnie odmienne. Wydaje się, że w pracach Laskowskiej mamy do czynienia z tradycyjnymi pejzażami, odnoszącymi się do rzeczywistości zewnętrznej. Wszak spacerując po Łowiczu czy pobliskiej Arkadii natkniemy się na widoki, które Laskowska przeniosła na obrazy. A przeniosła je z wyrafinowaniem minimalistki i starannością realistki. Natomiast dzieła Matyjaszkowicz robią wrażenie pejzaży wewnętrznych, wyobrażonych, co podkreślają wypełniające je postaci. Bliżej jest im do nieba bądź piekła niż do ziemi.

Jednak przyglądając się dłużej krajobrazom Laskowskiej, można dostrzec, że cechuje je kompozycja służąca odrealnieniu rzeczywistości. Malarka, kontrastując obszary wypełnione i puste, prezentując osoby odosobnione, przesycając widoki światłem i kolorem, na przykład czyniącym z wiosny jesień, buduje atmosferę napięcia, które tylko wzrasta. Często określa się taką aurę jako ciszę przed burzą. Osobliwe scenerie zdają się czekać na ulewę, która wreszcie rozmyje ich duszność. Ona nie następuje.

W takim razie Laskowska, kiedy ujmuje pejzaż, analogicznie do Matyjaszkowicz prowadzi nas do niewidzialnego dotąd świata. Uświadamia, że pulsuje on tuż pod światem widzialnym. Ba! Jego puls potrafi rozsadzić dotychczasowy sposób postrzegania rzeczywistości. Wszak nastrój nadaje nawet znanemu widokowi zupełnie nowe barwy – i w sposób metaforyczny, i w dosłowny.

Żeby porzekadłu „pozory mylą” stało się zadość, dodam, że Matyjaszkowicz, analogicznie do Laskowskiej, wychodzi od istniejących miejsc, a także ludzi, zwierząt czy roślin. W przenośni można powiedzieć, że wycina wybrane elementy, krzyżuje je pomiędzy sobą i poddaje bardzo silnej kreacji. Konstruuje bowiem swoje zaświaty na obraz i podobieństwo łowickiej wycinanki.

Innymi słowy, nie jedna, a obie artystki wędrują na drugą stronę rzeczywistości, niczym Alicja Lewisa Carrolla. Tyle, że wędrują osobno, zbierają odmienne przeżycia i następnie ubierają je w odmienne formy.

Przykładowo, podobnie do Alicji, po drugiej stronie lustra malarki natrafiają na jednorożca. „– Skoro już się spotkaliśmy – rzekł Jednorożec – proponuję następujący układ: ty uwierzysz we mnie, a ja uwierzę w ciebie! Zgoda?”*. Artystki w niego wierzą. Co ciekawe, każda portretuje go, nie zdając sobie sprawy, że pojawił bądź pojawi się także na obrazie spod pędzla drugiej. Czyżby zadziałała telepatia?

Swoją drogą, Laskowska nawet malując jednorożca, odtwarza istniejący obiekt, mianowicie zwieńczenie nagrobka Jadwigi z Klinnik Osmolskiej z łowickiej katedry. Jednorożec występuje na herbie Bończa, którym legitymowali się m.in. Osmolscy, stąd jego obecność na tego typu zabytku. Natomiast Matyjaszkowicz ożywia jednorożca z Łowicza i dodaje mu do towarzystwa całe stado. Pokazuje je rozbrykane pośród kwietnych łąk, które rozkwitają nocą.

W tym zestawieniu zasadza się kolejna istotna różnica między malarkami, mianowicie powściągliwość kompozycji Laskowskiej kontra horror vacui kompozycji Matyjaszkowicz. Obrazy tych twórczyń zawsze są jednak awersem i rewersem tej samej karty – sztuki fantastycznej, sztuki magicznej, sztuki z drugim dnem.

Chociaż pomysły i metody obu artystek są różne, ich wrażliwość na barwę i atmosferę, a także precyzja są równe. Ta ostatnia pozwala każdej z nich urzeczywistniać swoje wizje. Dlatego i my uwierzmy, nie tylko w jednorożca! Wtedy sen, który śnimy razem z Laskowską i Matyjaszkowicz podczas podziwiania ich obrazów, pomoże nam baczniej obserwować i głębiej przeżywać świat. I ten zewnętrzny, i ten wewnętrzny.

*L. Carroll, „Alicja po tamtej stronie lustra”, przeł. J. Kozak, Warszawa 1999, s. 125.

Marta Motyl

Sama wystawa jest już bardzo ciekawa, a kulisy jej powstania – wręcz fascynujące. Otóż kilka lat temu do dyrekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku zgłosił się zamieszkały w Monako Kuwejtczyk malarz Basil Alkazzi. I zaproponował sfinansowanie kolekcji młodego polskiego malarstwa (artyści debiutujący po 2000 r.), przeznaczając na to 400 tys. dol. Była to z jego strony forma rewanżu i podziękowania za pomoc, jaką otrzymał przed wielu laty (..) ze strony Haliny Nałęcz, pochodzącej z polski właścicielki galerii w Londynie. W ten oto niezwykły sposób powstała kolekcja ponad 150 obrazów, która właśnie doczekała się publicznej premiery. To mądrze zaplanowany, wyśmienity zbiór. (…) Kompetentna i dociekliwa praca kuratora kolekcji Wojciecha Zmorzyńskiego sprawiła, że gdańską kolekcję można traktować jako syntezę czy może rodzaj podsumowania tego, poważnego zdarzyło się w malarstwie polskim ostatnich lat.

Piotr Sarzyński,
„Arabska wdzięczność. Pałac sztuki. Młode malarstwo polskie”, Polityka nr 15/2019

Kolekcja odbija (…) różnorodność: wśród reprezentowanych w niej autorów i autorek są przecież artyści zajmujący bardzo wyraziste stanowiska polityczne i formaliści pogrążeni w hermetycznie malarskich problemach. Są realiści fantaści, abstrakcjoniści i entuzjaści narracji, twórcy podejmujący dialog z tradycją i ci, którzy usiłują ją przekroczyć. (…) Spośród różnych możliwych form uprawiania sztuk wizualnych malarstwo tworzy swoim adeptom największą przestrzeń niezależności. (…) Kolekcja nowego malarstwa zebrana w gdańskim Muzeum Narodowym pokazuje, jak wiele artystek i artystów w Polsce zaryzykowało z powodzeniem, tworząc najciekawszą i najbardziej różnorodną scenę malarską, z jaką mieliśmy do czynienia po 1989 r.

Stach Szabłowski,
„Malarstwo na tle. O możliwościach i kontekstach malowania obrazów w Polsce drugiej dekady XXI wieku.”

(…) Wystawa Zawsze jest teraz została zbudowana jako przejście przez naturalny rytm pór roku. Prezentowane prace prowadzą nas przez poszczególne cykle przyrody. Główną rolę odgrywa tu natura. I tak, zima to czas zwolnienia, ciszy, ale także zabawy. Zabawy, w której uczestniczą zarówno dzieci jak i dorośli. Małe postacie wspinających się pod górę lub zjeżdżających na sankach zostały skonfrontowane z dużymi połaciami białego śniegu. (…) Wiosna i lato to z kolei moment rozkwitu. Roślinność przynosi wytchnienie. Ludzie ukazani na płótnach chowają się w parkach i ogrodach, szukając kontaktu z naturą. Ale lato to też czas odpoczynku nad wodą. Kąpiące się w wodzie dzieci, nastrój sielanki i radości wzbudza jakieś nieokreślone uczucie nostalgii i tęsknoty.

Motywem przewodnim w twórczości Magdaleny Laskowskiej jest natura. To ona determinuje atmosferę prac. To jej artystka poświęca najwięcej uwagi. To ona jest centrum, nadrzędna wobec postaci ludzkiej, która staje się jedynie elementem większej całości, wszechświata.

Artystka dokumentuje miejsca sobie znane, bliskie i codzienne. Parki, ulice, skwery. (…) Przestrzenie, które stają się dla współczesnego człowieka miejscem odpoczynku i relaksu. To przyroda, w świecie wielkomiejskich metropolii, uwalnia w człowieku jakąś pierwotność, spontaniczność, swobodę, pragnienie autentyczności, ale również potrzebę piękna. To w obcowaniu z naturą artystka upatruje źródła rozwoju człowieka, jego kreatywności i wrażliwości estetycznej.

Malarstwo Laskowskiej jest swego rodzaju zapisem epoki, obrazem współczesnego świata. Nie brakuje w nim również krytycznego spojrzenia. Niejednokrotnie bohaterowie obrazów dostają do ręki telefon czy smartfon, który automatycznie (…) przenosi ich do zgoła odmiennej rzeczywistości. Pozornie obecni, zdają się nie dostrzegać tego co wokół.

Zainteresowania Laskowskiej przywodzą mi na myśl słynną dziewiętnastowieczną ideę miasta-ogrodu, ale również współczesne eko trendy, postulujące życie w zgodzie z naturą i powrót do jej źródeł. Artystka pokazuje miasto z innej perspektywy. Miasto przyjazne przyrodzie i człowiekowi. Zajmuje tym samym stanowisko w tak ważnych dziś dyskusjach nad kształtem przestrzeni miejskiej.

Laskowska maluje w sposób syntetyczny i uporządkowany, często upraszcza formy, geometryzuje. Stosowana przez nią perspektywa wciąga widza. Istotną rolę odgrywa światło i kolor. To one, potraktowane w sposób subiektywny, w głównej mierze nadają pracom artystki ten wyjątkowy, oniryczny wyraz.

Blanka Burnat

Na prace Magdaleny Laskowskiej po prostu chce się patrzeć. I to jak najdłużej. Do 13 grudnia można patrzeć na nie do woli na wystawie „Zawsze jest teraz″ w galerii 101 Projekt przy ulicy Wilczej.

Wystawa „Zawsze jest teraz” to spojrzenie Laskowskiej na miejsca znane większości warszawiaków. Mamy tu: Powsin, Ursynów, Mokotów i Pole Mokotowskie, Łazienki, okolice Starego Miasta, a także podwarszawskie miejscowości Czersk i Otwock Wielki. Zarówno w wydaniu letnim, wakacyjnym (w pracach „Kąpielisko″, „Nad wodą″ czy „Skok do wody″), jak i zimowym („A la japonais” czy „Na sankach”).

Oko i pędzel Laskowskiej porządkują te właściwie już oswojone, ale często chaotyczne przestrzenie, a także badają relacje między naturą a miastem. – Na moje poczucie estetyki wpłynęło dorastanie na pobudzającym wyobraźnię Ursynowie, z jego labiryntem osiedlowych uliczek, zatopionych w bujnej zieleni ogródków, i bloki – proste, monumentalne betonowe formy – tłumaczy artystka.

Jej prace przyciągają wzrok uporządkowaną, harmonijną kompozycją, precyzyjnie wykreśloną perspektywą, intensywnymi, kontrastującymi barwami. Jednak ten kontrast nie niepokoi. Wręcz przeciwnie – koi i wprowadza równowagę. Obrazy olejne Laskowskiej  przypominają fotograficzne kadry, sugerują, że nie mamy do czynienia z jakąś sztuczną kreacją, a raczej z wiernym odtworzeniem tego, co „tu i teraz”. Miejsca portretowane przez Laskowską to – jak mówi artystka – „miejsca z dobrą energią, sprzyjające dobrym emocjom, wspólna przestrzeń, która łączy. Te miejsca to przeciwieństwo betonowej dżungli i stereotypowej wizji wielkiego miasta”. Przypominają nam, jak kojące działanie potrafi mieć natura i że nie trzeba wyjeżdżać z miasta, żeby tego doświadczyć. (…)

Hanna Zakrzewska,
Co jest Grane (GW), 06.12.2017

Amalgamaty

Prace Magdaleny Laskowskiej posiadają specyficzną właściwość, jaką jest zdolność do natychmiastowego przykuwania uwagi widza. Duże, występujące niejednokrotnie w kontrastowych zestawieniach połacie intensywnego koloru, jasno zdefiniowane kadry i precyzyjnie wykreślona perspektywa czynią tu zadość jednej z podstawowych zasad kierujących ludzkim postrzeganiem – pragnieniu równowagi. Rozległe, puste krajobrazy – skąpane w sierpniowym słońcu pola, niezmącona najmniejszym podmuchem wiatru tafla jeziora czy zacieniony miejski park – wzbudzają natomiast, we współczesnym świecie coraz wyraźniej dominującą, tęsknotę za kojącym działaniem natury.

Osiągnięcie takiej malarskiej formuły zdaje się być wynikiem oddziaływania wielu artystycznych impulsów. Motyw przyhotelowego basenu odsyła wprost do realizacji autorstwa Davida Hockneya. Zimowe pejzaże zdradzają inspiracje Pieterem Breugelem starszym i japońskim drzeworytem ukiyo-e, a ukazane w dużym zbliżeniu kwiaty magnolii – twórczością Georgii O’Keeffe. W pracach artystki trudno nie dostrzec także swoistego odrealnienia w duchu onirycznych krajobrazów Rene Magritte’a i Giorgia de Chirico czy wrażenia ponadczasowości, tak charakterystycznego dla obrazów Edwarda Hoppera. Zestawienia barwne zdają się niekiedy siostrzane z tymi stosowanymi przez Marka Rothko, a dbałość o detal i przejęty z fotografii sposób kadrażu bliskie są stylistyce hiperrealizmu.

Mogłoby się wydawać, że ten „malarski amalgamat” (jak roboczo pozwolę sobie określić opisany wyżej zbiór inspiracji) nie powinien mieć racji bytu. (…) A jednak jest w twórczości Laskowskiej coś niepowtarzalnie urzekającego. Coś, co sprawia, że nie można zarzucić jej braku spójności czy przypiąć łatki epigona. Jej obrazy, stanowiące konglomerat obserwacji własnych i zapożyczonych, pochwytują, a następnie angażują spojrzenie widza w akt konstruowania specyficznego – jednocześnie związanego z bezpośrednio daną wizualnością i swoiście ekspandującego poza nią – nastroju. Jakkolwiek mało popularna to obecnie idea, twórczość Laskowskiej, pomimo licznych historyczno-artystycznych odwołań, nie traci związku z naturalną rzeczywistością, tym samym artystka uwzględnia jako istotny pierwotny związek malarstwa z ludzką wrażliwością.

Aleksandra Kargul,
Arteon, wrzesień 2016

Cały artykuł, wraz z wywiadem z artystką, można znaleźć w papierowym wydaniu pisma o sztuce Arteon.

Fragment tekstu o wystawie Sjesta. Pejzaż Południa 2012.

Wchodząc w przeniknięte delikatnym światłem pomieszczenia,stając twarzą w twarz z unikatowymi pejzażami, doświadczam się specyficznego klimatu południa. (…) Każda z prezentowanych na wystawie prac to nie tylko migawka, ulotne wspomnienie, które zostawiło ślady w duszy i pamięci twórców, ale to także wynik indywidualnego, bardzo osobistego kontaktu naturą. (…) Wieczór w Vellano [autorstwa Magdaleny Laskowskiej] kojarzy się z pracami niemieckich romantyków. Pozostałe prace artystki cechuje niesamowita różnorodność: jedne stonowane, zbudowane z gładko położonych plam barwnych, z fragmentami architektury o surowo zarysowanych, geometrycznych bryłach, jak np. Zmierzch, drugie natomiast – o niemal fowistycznej kolorystyce – jak Kapliczka w górach. (…)

Patrycja Nikiel

Fragment tekstu z katalogu „Promocje 2011”, wyd. Galeria Sztuki w Legnicy, ISBN 978-83-62534-13-5

Młodzi malarze mają dzisiaj skłonność do budowania własnych światów – konstruktów wyobraźni, jakby konkurujących z tymi, które udostępnia wirtualna rzeczywistość, generowana komputerowo. Cenione są światy wybujałej, fantazyjnej, acz realistycznie oddanej rzeczywistości – w których obrazach to, co niemożliwe, co wykreowane, spotyka się z tym, co zastane lub realnie odtworzone. Potwierdzają to nagrody ostatniego konkursu – w obrazach prezentujących rzeczywistość (świat przedstawiony niemal fotograficznie), bądź porządkowany w strukturach formalnych (malarska kompozycja niemal realnego pejzażu) – które wyraźnie odsyłają do treści głębszych, skrytych, choć niejako przeświecających z materii obrazowej. Jest to w istocie malarstwo realistyczne, ale to ten rodzaj realności, która „wzmacnia” […] upraszczającą abstrakcyjność (Laskowska) […], „prześwita” inny porządek, jakby epifaniczna prawda rzeczy pierwszych, rudymentarnych. Stąd prace […] M. Laskowskiej […] stanowiłyby tu świetną egzemplifikację owych dominujących tendencji, przy tym są propozycją już dojrzałą, intrygującą, odbiorczo – bo zawierają wiele niedomówień i odsyłaczy do intencji autorskich, co zaciekawia, niepokoi.

Andrzej Saj,
krytyk, redaktor naczelny magazynu 
Format

Magdalena Laskowska zainteresowała się pejzażem już w trakcie studiów na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wyborowi kierunku poszukiwań z pewnością sprzyjała atmosfera pracowni kierowanej przez prof. Stanisława Baja oraz znajomość jego znakomitych prac inspirowanych nadbużańskim krajobrazem. Poznawała historię gatunku ulegając fascynacji dziełami starych mistrzów. Wśród ulubionych znaleźli się m.in.: Ambrogio i Pietro Lorenzetti, Pieter Breughel, Caspar David Friedrich, a także belgijscy surrealiści René Magritte i Paul Delvaux. Podziw dla ich sztuki nie skutkował zapożyczeniami w warstwie formalnej jej malarstwa. Fakt, iż na tej liście zabrakło nazwisk wybitnych polskich pejzażystów dziewiętnastowiecznych, wymownie świadczy o tym, iż nie interesuje ją wierne odwzorcowanie form i barw występujących w naturze, ale ich subiektywna interpretacja.

Na III roku (2009) namalowała „Fioletową Kopę Cwila”. Rozszyfrujmy tytuł pracy. Autorka podkreśla w nim pierwszoplanową rolę koloru; podobnie będzie postępować w odniesieniu do wielu swoich obrazów („Różowy Powsin”, „Pomarańczowe niebo”, „Kobaltowa górka”). Natomiast dziwnie brzmiącą nazwę nosi najwyższe wzniesienie Ursynowa, usypane z ziemi pochodzącej z wykopów pod budynki wznoszone w latach 70. na terenie tej warszawskiej dzielnicy.

Wydłużony format płótna sprawia, że pagórkowaty krajobraz rozwija się na kształt fryzu. Na tle ośnieżonego wzgórza rysują się ażurowe sylwetki bezlistnych drzew. Na pierwszym planie wąska bordiura suchych traw. Subtelność malarskiego modelunku, delikatność kreski i wyrafinowany w swej powściągliwości kolor sugestywnie oddają senny nastrój zimowego popołudnia. Dostrzegam w tym obrazie dalekie, ale przecież wyczuwalne pokrewieństwo z malarstwem pejzażowym szkoły sieneńskiej. Podobne „renesansowe” klimaty spotkamy w pracach: „Zielone wzgórza Francji”, „Krajobraz księżycowy” i „Szara Kazurka zimą” (kolejne – utworzone przez ursynowian wypiętrzenie terenu – zwane też Górą Trzech Szczytów).

W dotychczasowym dorobku autorki znalazłam zaledwie dwie prace stosunkowo najbliższe formuły realistycznego pejzażu. Są to: „Las w żółtym świetle” i „Złote bajorko”. Jednak i tu występują odstępstwa od obowiązujących reguł – jak przejęty z fotografii sposób kadrowania widoku leśnego oczka.

Magdalena kocha otwartą przestrzeń, ale mieszka w blokowisku i tu znajduje tematy dla swych obrazów. Wyłuskuje z banalnego otoczenia interesujące ją fragmenty. Inspiracji może dostarczyć ciekawy w aspekcie plastycznym układ form, niecodzienny kształt, kontrast żywiołu przyrody i struktur stworzonych przez człowieka. Wybrany motyw zapisuje przy użyciu aparatu fotograficznego. Zdjęcia traktuje, jako rodzaj wstępnego szkicu. Utrwalone chłodnym okiem obiektywu motywy, tracą na płótnie swą jednoznaczność. Wyczyszczone ze zbędnych szczegółów eksponują to co według artystki decyduje o artystycznej i emocjonalnej sile plastycznego przekazu. Liczne w jej dorobku „weduty” (biorę ten wyraz w cudzysłów, bo różnią się one znacznie od tradycyjnych przedstawień krajobrazu miejskiego) charakteryzuje wysycona, dźwięczna, lub dla odmiany ściszona barwa i przemyślana, czytelna kompozycja. Magdalena Laskowska traktuje zurbanizowany pejzaż jako mozaikę figur geometrycznych. Często sprowadza go do układu płaskich, pokrytych kolorem form („Błękitny kort vel Kosmiczne jajo”). Znacznie rzadziej podkreśla trójwymiarowość architektury („Mój dom jest moim zamkiem”).

W codzienności poszukuje momentów magicznych, takich jak pojawienie się na tle nieskazitelnego błękitu nieba samotnej ciemnej chmury o kształcie UFO, lub biała kózka zagubiona w tumanie mgły. Chętnie maluje nastrojowe zmierzchy i nokturny. Jeden z cykli nosi znamienny tytuł „Mistyka miejsc”. Wrażliwości oka i wyobraźni zawdzięcza dar odnajdywania takich miejsc – niezauważalnych dla zwykłego przechodnia. Ich ukryty czar ujawnia się na płótnie, za sprawą cudownej alchemii farb.

Ulubionym tematem jej malarstwa jest jednak krajobraz przechodzący kolejne metamorfozy w rytmie pór roku i pod wpływem zmieniającego się światła. Rozległe połacie pól i łąk z falistą linią lasu na horyzoncie, a nad nimi bezmiar nieba. Wprowadza własny ład w przypadkowy układ form przyrody. W większości prac barwy występujące w naturze, zastępuje kolor subiektywny – i to on decyduje o klimacie emocjonalnym obrazu.

Niedawno oglądałam w pracowni Magdaleny Laskowskiej jej najnowsze płótna. Na sztaludze miała ustawioną kolejną wersję górki-kopca, niedokończoną, niemal mokrą. Za sprawą mrocznego koloru i wyrazistej faktury znajomy kształt nabrał mocy, spotężniał.

Zdążyłam już przyzwyczaić się i wręcz rozsmakować w charakterystycznych dla autorki pejzażach. Prawdziwym zaskoczeniem była więc dla mnie obecność prac, w których przestrzeń zawęża się do małego wycinka bujnej przyrody. Mam na myśli dwa obrazy nasycone symboliczną treścią. Nie wszystkie drzewa umierają stojąc. Ten leśny olbrzym został ścięty. Okaleczony pień spoczywa w otulinie leśnego runa. Biała, przypominająca skórę kora odsłania miąższ. Żywa tkanka przeradza się w drewno. Na drugim płótnie pośród mchów i porostów leży opalizujący błękitem kamień. Nad nim rozwija się pióropusz zjawiskowych, nasyconych bladym światłem gałązek. Opowieść snuta w sugestywnym języku metafory… Czas pokaże czy jest to zapowiedź istotnych zmian, czy jedynie epizod.

Magdalena Laskowska jest artystką bardzo młodą. Zaledwie przed rokiem obroniła dyplom, ale dała się już poznać jako wyrazista osobowość. Jest laureatką I nagrody Konkursu i Przeglądu Malarstwa Młodych Promocje 2011 w Legnicy. Zwiedzający wystawę jej malarstwa będą mieli znakomitą okazję przekonać się, że werdykt jury był w pełni uzasadniony.

Maria Teresa Krawczyk